Zmiana sposobu, w jaki przyswajamy wiedzę, dokonuje się na naszych oczach bez zbędnego rozgłosu, wynikając raczej z pragmatyzmu uczniów i studentów niż z odgórnych reform systemowych. Algorytmy przetwarzające język naturalny przestały być jedynie techniczną ciekawostką, a stały się codziennym narzędziem pracy intelektualnej. Pytanie o to, czy technologia wyprze człowieka zajmującego się nauczaniem, dotyka samej istoty procesu edukacyjnego. Nie chodzi tu o prostą automatyzację czynności, ale o próbę zastąpienia relacji mistrz-uczeń przez interakcję z modelem matematycznym, który potrafi symulować dialog, wyjaśniać zawiłości gramatyczne czy rozwiązywać skomplikowane równania matematyczne.
Korepetycje od lat stanowiły bezpiecznik systemu oświaty, łatając dziury tam, gdzie szkoła masowa nie dawała rady dostosować tempa do indywidualnych potrzeb jednostki. Człowiek siedzący po drugiej stronie biurka oferował nie tylko wiedzę przedmiotową, ale także nadzór, motywację i umiejętność wyczucia momentu, w którym uczeń przestaje rozumieć dany koncept. Obecnie ta rola podlega gwałtownej weryfikacji przez narzędzia, które są dostępne natychmiast, bez konieczności umawiania się na konkretną godzinę i bez ponoszenia stałych, wysokich kosztów za każdą rozpoczętą sesję szkoleniową.